Przemiana
Avril Lavigne przechodziła pewien etap, przemianę, która dotyczy wielu artystów. Mianowicie chodzi o to, że jej debiut był świetny. Była młodą, zbuntowaną i obrażoną na pół świata dziewczyną, która chciała powiedzieć coś o sobie i swoich myślać całemu światu na tke gitarowych dźwięków. To było takie romantyczne. Dziewczyna, która była marginesem w szkole, nagle zyskała sympatię połowy świata, ponieważ okazało się, że połowa nastolatków myśli to samo, co ona. Ubierała się iście rockowo-metalowo - cała czarna, delikatny makijaż. Widać było, że owszem, bez hipokryzji mówiła, że peniądze są ważne, ale wyglądała na szczęśliwą, że może po prostu wykonywać swoją pasję i cieszyć się po prostu tym. Drugi album sygnalizował, że wszystko jest na swoim miejscu. Ale od trzeciego nagrania wszystko się posypało. Na scenę weszło konfetti, styliści, choreografia. Stała się po prostu kolejnym zmielonym na papkę produktem dla młodych dziewczyn, które szukają prostych wzorców. I taka była Avril. Pieniądze stały się priorytetem, zaczęła kupować domy za kilka milionów dolarów. Ogólnie można nazwać to typową hollywoodzką degeneracją zdolnej dziewczyny. A szkoda. Już lepiej, by po wydaniu drugiego albumu zajęła się koncertowaniem - znacznie lepszy byłby to zabieg, bez wątpienia.